Nasz niezawodny przekazywacz smsów zaniedbał się pod koniec i beztrosko wyjechał na paralotniowe wakacje (PHI!), stąd pustka informacyjna. Spieszę zatem donieść, że jesteśmy już PO.
PO: pożyczeniu zimnego śpiwora, zakupieniu kolejnego średnio ciepłego śpiwora i skomponowaniu z nich kompletu wystarczającego do przetrwania, przetrwaniu cyklonu w base campie (śnieg, wiatr, 4 dni w namiocie), dotarciu we względnie dobrej pogodzie do trójki, czekaniu w trójce w totalnej dupówie (śnieg, śnieżydło, wichura - zasypywało regularnie namioty, wsypywało się do środka, szron szalał wewnątrz, osiadał na śpiworach brrrrr), codziennym przygotowywaniu się do ataku szczytowego, żeby nad ranem rezygnować z nigo, bo już samo wyjście za potrzebą było wyczynem, desperackim wyjściu szczytowym ostatnij szansy (6 sierpnia, by 7 zejśc i cudem zdążyć na helikopter 8) zakończonym odwrotem po półtorej godzinie z powodu braku widoczności, po to aby chwilę po powrocie do obozu po 9 dniach złej pogody wyjrzało przepiękne słońce i zaczeło już na zawsze świecić aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa. i tak zaczął się okres cudownej pogody, a my obserwowałyśmy ten fenomen zdążając w dokładnie odwrotnym kierunku niż szczyt....
zabrakło jednego dnia:(
czwartek, 13 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz