Samolot wydawal dziwne odglosy, tak jakby oderwanie sie od ziemi sprawialo mu ogromna trudnosc. Ale udalo mu sie – I to dwa razy! pierwsze sukcesy na naszej wyprawi zostaly zatem osiagnite;) obecnie smazymy sie w biszkaku, testujac rownoczesnie wytrzymalosc naszych zoladkow na bardzo tluste jedzenie. jutro dzien na bazarku i kompletowanie gorskiej spizarni. we wtorek nad rankiem przybywa reszta ekipy (tym razem sklad wycieczkowy poszerzylysmy o silna grupe meska), z ktora udamy sie w dluuuuga podroz przez wysuszone pustkowia w strone bazy wojskowqej skad helikopter (oby dzialal! oby dzialal!) zabierze nas do base campu. A potem jak zwykle: brak kapieli, brak wytchniania, zimno i zupki w proszku:)))
niedziela, 12 lipca 2009
Bishkek zdobyty
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Dziewczyny, trzymajcie się dzielnie. Nie dajcie się dziadkowi Mrozowi, wiatr niech Wam zawsze w plecy dmucha lub lepiej wcale nie dmucha. A jeśli zły los zawróci Was z drogi to i tak jesteście Wielkie.
OdpowiedzUsuńWiadomość z ostatniej chwili: przyjaciele kirgiscy zapewniają o sprawności śmigłowca.
Uściski i bałusy